Czy matura z informatyki rozszerzona jest trudna?

Nie tak, jak trudna jest fizyka. Trudna w sposób, którego nikt się nie spodziewa, i dlatego średnia to około 40%. Co realnie zabiera punkty i jak sprawdzić to samemu.

Zależy, co rozumiesz przez „trudna".

Jeśli pytasz, czy materiał jest skomplikowany — nie jest. Nie ma tu granic, całek ani niczego, co wymagałoby trzech lat budowania aparatu. Cztery struktury sterujące, pętla, warunek, trochę pracy z plikami, kilka algorytmów, które ktoś wymyślił w latach sześćdziesiątych i od tego czasu się nie zmieniły.

Jeśli pytasz, czemu w takim razie średnia krajowa to około 40% — to jest właściwe pytanie i na nie warto odpowiedzieć.

Rozkład dwugarbny, czyli najciekawsza rzecz w tym egzaminie

Wyniki nie układają się w górkę wokół średniej, jak na większości przedmiotów. Układają się w dwa garby: grupa, która kompletnie nie daje rady, i grupa, która jest przygotowana i robi 60% i więcej. Środek jest pusty.

Średnia 40% nie opisuje więc żadnego typowego zdającego. Nie ma typowego zdającego. Są dwie populacje i pytanie brzmi tylko, w której się znajdziesz.

To jest dobra wiadomość, jeśli umiesz ją przeczytać. Ten egzamin nie karze braku talentu. Karze brak przygotowania. Różnica między garbami to nie IQ, tylko to, czy ktoś przerabiał arkusze, czy nie.

Dlaczego „umiem komputer" nic tu nie znaczy

To jest główny powód, dla którego ludzie lądują w dolnym garbie. Wybierają ten przedmiot, bo obsługują komputer lepiej niż rodzice, a potem odkrywają, że egzamin sprawdza coś zupełnie innego.

Sprawność w komputerze to umiejętność wykonywania operacji. Egzamin sprawdza umiejętność zaprojektowania operacji, których nikt ci nie podał. Nikt nie mówi „posortuj tę kolumnę". Mówi się coś w rodzaju: masz plik z danymi, znajdź takie pozycje, które spełniają trzy warunki naraz, policz z nich coś i zapisz wynik do osobnego pliku w podanym formacie.

Nie ma przycisku, który to robi. Trzeba to rozłożyć na kroki.

I tu jest sedno: uczniowie zwykle rozumieją każde zadanie, kiedy ktoś im je wytłumaczy. Oglądasz rozwiązanie na YouTube, kiwasz głową, wszystko jest logiczne. Potem siadasz do własnego arkusza i nie wiesz, od czego zacząć.

To nie jest luka w wiedzy. To luka w rozpoznawaniu. Wiedza mówi ci, jak działa sortowanie. Rozpoznawanie mówi ci, że to konkretne zadanie jest zadaniem o sortowaniu, mimo że słowo „sortowanie" nie pada w nim ani razu.

Wykuć algorytm potrafi każdy. Zobaczyć go w zadaniu i wiedzieć, co z nim zrobić — to jest cała różnica między garbami.

Co faktycznie jest trudne

Realnie trudne są dwie rzeczy w całym arkuszu:

Jedno zadanie z programowania. Zwykle to, w którym trzeba złożyć dwie rzeczy naraz, albo takie, gdzie oczywiste podejście działa, ale za wolno. Na tym zadaniu rozjeżdża się górny garb na lepszą i gorszą połowę.

Symulacja i przetwarzanie danych. Nie dlatego, że algorytm jest trudny, tylko dlatego, że trzeba pilnować wielu rzeczy jednocześnie i jeden błąd na początku przenosi się na wszystkie podpunkty.

Tu warto powiedzieć coś o wyborze narzędzia. W Excelu widzisz błąd — patrzysz na komórki i widać, że coś jest nie tak. W Pythonie nie widzisz nic, dopóki nie wypiszesz. Za to jak rozumiesz polecenie, to if, else i while naprawdę wystarczają do większości tych zadań. Wybór między jednym a drugim to kwestia tego, w czym szybciej wyłapujesz własne pomyłki, a nie tego, co jest „lepsze".

Co jest darmowymi punktami

Access to około 18% arkusza. Zadania z baz danych są w praktyce trywialne — pod warunkiem, że znasz program. Przy dobrym obyciu to jest jakieś 40 minut roboty na kilkanaście procent wyniku.

Przy złym obyciu to jest 90 minut nerwowego klikania po wstążce i szukania, gdzie oni schowali kreator kwerend.

Zauważ, że różnica nie leży w wiedzy o bazach danych. Leży w tym, ile razy wcześniej otwierałeś ten program.

Czego nikt nie mówi, a decyduje o wyniku

Skróty klawiszowe i obycie z programem. To brzmi jak porada dla sekretarki, a jest jedną z najważniejszych rzeczy na tym egzaminie. Masz ograniczony czas i połowę arkusza przy komputerze. Człowiek, który sprawnie porusza się po Excelu i po swoim edytorze, zyskuje kilkanaście minut w stosunku do kogoś, kto szuka wszystkiego myszką. Kilkanaście minut to jedno pełne zadanie.

Brak pliku wynikowego to zero punktów. Choćby kod był idealny. Zadanie mówi, gdzie zapisać wynik i w jakim formacie. Nie zapiszesz — nie ma czego sprawdzać.

CKE liczy od 1, Python od 0. Polecenie mówi o piątej liczbie, ty bierzesz liczby[4]. Pomylisz się raz przy wczytywaniu i lecą wszystkie podpunkty pod spodem, bo każdy z nich opiera się na tych samych danych (╯°□°)╯︵ ┻━┻

Teoria to punkty dla ogarniętych. Poza kilkoma darmowymi pytaniami nie ma sensu wkuwać jej osobno. Czas lepiej zainwestować w arkusze.

Sprawdź to sam

Nie musisz mi wierzyć na słowo i nie musisz zgadywać, w którym garbie wylądujesz. Możesz to zmierzyć dzisiaj.

  1. Ściągnij dowolny arkusz z informatyki rozszerzonej z ostatnich lat ze strony CKE. Są darmowe i publiczne.
  2. Ustaw timer na realny czas trwania egzaminu.
  3. Usiądź i napisz go. Bez zaglądania w rozwiązania, bez Google, bez pauzy.
  4. Sprawdź się z klucza odpowiedzi CKE, bez taryfy ulgowej.

Wynik powie ci więcej niż jakikolwiek artykuł, mój włącznie.

Ale najważniejsze nie jest to, ile procent wyszło. Najważniejsze jest to, co poczułeś przy zadaniach, których nie zrobiłeś. Są dwie możliwości:

„Nie wiedziałem, jak to zrobić." To jest luka w wiedzy. Da się ją zasypać materiałem.

„Wiedziałem, o co chodzi, ale nie wiedziałem, od czego zacząć." To jest luka w rozpoznawaniu. Materiał jej nie zasypie, bo materiał już masz. Zasypią ją tylko przerobione arkusze i nazwane wzorce.

Druga odpowiedź jest znacznie częstsza i to ona rozstrzyga o twoim wyniku.

Więc trudna czy nie?

Trudna dla kogoś, kto liczy, że ogarnie z marszu, bo umie komputer.

Nietrudna dla kogoś, kto przez dwa czy trzy miesiące systematycznie przerabia arkusze i uczy się rozpoznawać, że dwadzieścia różnie brzmiących zadań to w istocie cztery schematy w przebraniu.

Cała trudność tego egzaminu polega na tym, że wygląda na łatwy. Dlatego ludzie nie zaczynają na czas, a potem jest kwiecień.


Jeśli jeszcze nie zdecydowałeś, czy w ogóle brać ten przedmiot — tutaj jest rachunek, który warto zrobić przed wyborem.

Jeśli druga odpowiedź z testu wyżej to twoja odpowiedź, to dokładnie ten problem rozwiązuje Variant: wzorce zamiast zgadywania, plan zamiast chaosu.

Wariant — kurs maturalnyKup kurs